niedziela, 20 października 2013

Wywiad z Dahman'em

Damian "Dahman" Paluch współtwórca podcastu o grach komputerowych i konsolowych „Fantasmagieria” opowiada o swojej pasji, nostalgii za dawnymi czasami oraz obawach związanych z przyszłością branży... Zapraszam!




Dawid Sosnowski: Przede wszystkim gratuluję ponad 200 nagranych podcastów!

Dahman: Dzięki! Planuję przekręcić licznik, mając skromną nadzieję, że zawsze będziemy mieć czas na nagrywanie i ludzi chętnych nas słuchać.


Gdzie tkwi tajemnica Waszej ogromnej wytrwałości i braku syndromu „wypalenia się”?

Jak się coś robi już tyle czasu i nadal spotyka się to z bardzo dobrym przyjęciem to po prostu nie da się przestać. To uzależnienie. Tajemnicy wytrwałości chyba nie ma. Przez wiele lat najważniejsza była systematyczność, rutyna i entuzjazm. Tak się buduje markę. Oczywiście w wyniku splotu różnych okoliczności zdarzały i zdarzać nam się będą przerwy w nagrywaniu, ale do „cykliczności” niektórych szanownych kolegów po mikrofonie i do emisji odcinka raz na pół roku nie doprowadzimy.

Co jeszcze? Różnimy się od innych podcastów przede wszystkim tym, że jedziemy na spontanie. Życie nauczyło mnie, że planowanie co się powie w odcinku, przygotowanie tematów, dyskusja przed, itd. to strata czasu. Poza tym stanowimy zbiór osobników o totalnie rożnych charakterach i każdy wnosi coś innego do audycji. Nie spotykamy się poza wirtualnym studiem (oprócz mnie i Benka), więc potrzeba wygadania się kumuluje i jak tylko humor dopisuje, udaje się stworzyć dobry odcinek.

Myślę, że zdradziłem w skrócie większość składników coca-coli, ale oczywiście najważniejszy i tak jest ten magiczny.

Syndrom wypalenia pojawiał się wielokrotnie, ale nagrywać, tworzyć w ogóle, to potrzeba większa. Dłuższe przerwy, które nam się zdarzają wywołują we mnie głód nagrywania. Z czasem zmieniają się pasje, może będzie mniej o grach, a więcej o innych zainteresowaniach, ale jak śpiewał Freddy „Show must go on”.


Jak oceniasz odzew ze strony graczy, płynący w Waszym kierunku?

Bardzo wysoko. Nasi słuchacze to elitarne grono. Przez te wszystkie lata wykrystalizowała się pewna grupa, na którą zawsze mogę liczyć w dyskusji. Zresztą wystarczy poczytać komentarze pod każdym z odcinków. Merytorycznie, ciekawie, bez piany.

Niestety hejterów w polskim internecie nie brakuje. Jakie masz zdanie na temat tego zjawiska i czy zetknąłeś się z nim tworząc Fantasmagierię?

Zjawisko potępiam, bo absolutnie niekonstruktywne, destrukcyjne i przykre. Parokrotnie usunąłem i usuwać będę komentarze na poziomie znanym z największych polskich portali. Nie idziemy w ilość odsłon, więc nie musimy tolerować generujących kliki pyskówek. Taki teatr to nie u nas. Natomiast, nie boję się i cieszę z konstrukcyjnej krytyki, nawet najostrzejszej. Taka jest zawsze mile widziana, bo zwraca uwagę na istotne problemy.

Czy w dobie ogromnej popularności YouTube, przeszło Ci przez myśl, aby powołać do życia projekt FantasmagieriaTV?

Gdybym dysponował środkami, czasem i wszyscy bylibyśmy w jednym miejscu, kto wie. W tym momencie, oprócz okazjonalnych produkcji wideo, typu „Detektyw Rutkowski unboxing” na Fantasmagierię TV pełną gębą nie ma co liczyć. Nie powiem, gdyby ktoś się zgłosił i chciał upiększyć nasze odcinki o obraz ilustrujący podejmowane w dyskusji tematy (np. udostępniona na YouTube'ie rozmowa o Skyrim), to jestem trzy razy na tak.

Detektyw Rutkowski unboxing ;)

Gdybyś mógł sięgnąć pamięcią i spojrzeć na branżę gier z dzisiejszej perspektywy. To czy dostrzegasz jakieś bankructwa, upadki firm lub porzucone projekty, których klęski szczególnie żałujesz?

Wspomnienia mam raczej pozytywne. Te „sto” lat temu było inaczej. Ogarnia mnie nostalgia za czasami, kiedy czasopisma o grach w Polsce miały nakłady po 150 tysięcy egzemplarzy, gry wydawane były w kartonowych pudełkach wielkości A4, a jakość grafiki określała „wyraźność” piksela na monitorze kineskopowym. Należę do pokolenia, które scala te analogowe z cyfrowym. Przewijałem kasety ołówkiem, a teraz nie słucham muzyki inaczej niż na odtwarzaczu mp3 lub YouTube'ie. Sodówkę kupowałem na szklanki pod dworcem PKP lub w foliowych woreczkach, teraz colę kupuję w dwu i pół litrowych cysternach. Grałem w jajeczka, a dziś pykam na Vicie, wydawałem fortunę na automatach, teraz mam salon gier pod własnym dachem, itd. Aż się łezka kręci w oku, kiedy o tym myślisz, ale to już przeszłość, którą z dzisiejszej perspektywy idealizuję, ale dobrze mi z tym.

Gdybyś mnie zapytał 5 lat temu jak patrzę na bankructwa, itp. pewnie odpowiedziałbym na to pytanie konkretnie i z przekonaniem. Bardzo żałowałem Bizzare Creation. Późno odkryłem serię Project Gotham Racing i naprawdę zagrałbym w piątą część. Dziś, zamykanie studiów stało się taką normą, że wrażenie mogą robić już tylko liczby. Na szczęście nic w przyrodzie nie ginie, zdolni developerzy znajdą pracę, a świetne marki doczekają się reaktywacji. No i ta wiosna ludów na Kickstarterze...

Są oczywiście plotki, które podnoszą mi ciśnienie (np. wstrzymanie prac na Prey 2), ale postanowiłem obniżyć poprzeczkę oczekiwań i nie ekscytować się za bardzo. Jest tak wiele świetnych gier, w które jeszcze nie zagrałem, że rozważanie o tym co byłoby a niej jest nie ma sensu. Za żenadę dekady jednak uważam politykę Valve dotyczącą serii Half Life. Kto słucha Fantasmagierii ten wie o co mi chodzi.

Jakie platformy wspominasz z największą nostalgią i czy zdarza Ci się do nich wracać?

Oczywiście pierwsze własne, kupione za mamine oszczędności Atari 65XE oraz Amigę 500. Były to prawdziwe czasy „social gamingu”. Każdy z nas z bloku miał inny sprzęt, ja Atari, kupel Commodore 64, a jeszcze inny Pegasusa i zależnie od tego co było na topie, spotykaliśmy się w grupie i przechodziliśmy Lasermanie, Misję, Laser Squada, Robbo, Contrę, itd.

Amiga to już była wyższa szkoła jazdy. Graliśmy we wszystko na co mogliśmy położyć łapki. Z rozrzewnieniem wspominam czasy kiedy z kumplami Grzegorzem i Arturem rozpracowywaliśmy Eye of The Beholder, Ishary, Hired Guns, Sensible Soccer, Settlersów. Na Amigę nie było słabych gier!

Amiga 500

Jeśli miałbyś możliwość, to czy stworzyłbyś we własnym mieszkaniu małe muzeum, ulubionych maszynek?

Po części jestem typem kolekcjonera. Mam ponad sto gier konsolowych (gier pecetowych nawet nie liczę, tak samo jak nie liczę ile mam filmów na DVD i książek), w tym naście prawdziwych edycji kolekcjonerskich (nie pipdówek z puszką i naklejkami, ale wielkie pudła wypełnione albumami, komiksami, itp.). Niedawno jednak, wkurzony na politykę wydawniczą, online passy, itd. przestałem zbierać gry i po skończeniu wymieniam je lub sprzedaję. Coraz rzadziej zdarza mi się wracać do większości tytułów, a to jednak kosztowne hobby, więc cytując klasyków „chcieli wyru...ać Freda, teraz Freda wyru...a ich”.

Na pewno jestem gadżeciarzem. Oprócz 3DS, posiadam wszystkie wiodące platformy do grania. Bardzo dawno temu sprzedałem moje pierwsze Atari wujkowi, bo jako zapalony szachista, uwielbiał stawać w szranki ze sztuczną inteligencją ośmiobitowca. Po latach jednak sprzęt odzyskałem i wiem, że zawsze będę mógł przytulić maszynkę i powspominać beztroskie czasy. Jak będzie potrzeba, stworze takie małe, domowe muzeum z Atari 65XE, Amigą CD32, pierwszym Xboksem, itp. ale na to jeszcze mam dużo czasu.


Oczekiwania i obawy związane z nadchodzącymi konsolami nowej generacji?

Nie chcę nowej generacji. Plotki o planach wprowadzenia kolejnych obostrzeń uderzających w komfort zabawy absolutnie mnie zniechęcają. Nie o taką branżę walczyłem. Za największą bolączkę schyłku tej generacji uważam online passy, DRM-y wymagające stałego połączenia z Internetem i DLC-ki w dniu premiery, a ma być jeszcze gorzej. PlayStation Vita to ostatnia konsola, którą kupiłem w dniu premiery. Dziękuje, postoję.

Dziękuję za wywiad!

Dzięki!

Wywiad pierwotnie opublikowany na blogu Core~ner

0 komentarze:

Prześlij komentarz