piątek, 1 listopada 2013

Beyond: Two Souls

Paranormalna przygoda, nasycona potężną dawką emocji oraz wciągającej fabuły. Oto Beyond: Two Souls. Najprawdopodobniej ostatni duży exclusive, dla którego warto być posiadaczem konsoli PlayStation 3.





Twórca kultowy

David Cage ugruntował swoja pozycję w świadomości graczy, po wydaniu gry Fahrenheit na PC. Jednak status twórcy kultowego, na którego produkcje czeka się niczym na kolejne filmy Quentina Tarantino, zapewniła mu dopiero gra Heavy Rain wydana na konsolę PlayStation 3. Beyond: Dwie Dusze to jego najmłodsze dziecko. Dla wielu druga po The Last of Us najbardziej wyczekiwania gra roku, a jednocześnie ostatni przystanek na drodze do następnej generacji konsol.

David Cage

Przypadłość technologii jutra

Cage stawia w swoich grach przede wszystkim na emocje i muszę przyznać, że już pierwszy kontakt z Beyond je wywołał. Chociaż w tym przypadku, nie były one do końca jego zasługą, gdyż chodziło o polonizację. Wyłączyłem ją po kilku pierwszych ujęciach kamery, bo nie dało się grać. Twórcy mocno przyłożyli się do wiernego odwzorowania mimiki, dlatego aktorzy odtwarzający role postaci, mieli na twarzy blisko 70 punktów wychwytujących najdrobniejsze szczegóły i ruchy mięśni. Dzięki temu efekt jest wprost oszałamiający, niestety tylko w oryginale. Wymowa polskich słów znacznie rożni się od angielskich, zatem nawet najlepsze głosy podłożone pod obce ruchy warg, wyglądają bardzo nienaturalnie i komicznie. Efekt przywodzi na myśl gry sprzed kilku lat, gdzie ruch ust był na tyle mało istotny, że wystarczyło aby się one jedynie symbolicznie poruszały.

Sesja motion capture
Na marginesie mówiąc, problem ten będzie najprawdopodobniej coraz częstszą przypadłością gier nowej generacji. Duża wydajność i rosnące standardy, wymuszą w pewnym momencie szczegółowe odwzorowanie twarzy w większości tytułów. Należy więc przygotować się na to, że lokalizacje głosów będą razić po oczach i tak jak w przypadku filmów, napisy pozostaną jedynym sensownym wyborem.

Gra wywołuje naprawdę silne emocje

Beyond opowiada historię życia Jodie Holmes, dziewczyny obdarzonej darem w postaci istoty, która od urodzenia jest z nią nierozerwalnie złączona. Nazywa się Aiden. Nie wiadomo kim ani czym jest. Wiadomo natomiast, że nie pochodzi z tego świata.


Wielu grom zarzuca się, że ich bohater wraz z rozwojem akcji, staje się maszynką do zabijania, likwidującą kolejnych wrogów bez mrugnięcia okiem. Jodie jest inna i swoim zachowaniem udowadnia, że daleko jej do Terminatora. Zdenerwowanie, strach oraz zmęczenie są wyraźnie dostrzegalne i przekładają się na jej sposób bycia czy zachowania niewerbalne. Pod wpływem silnych emocji, dziewczyna potrafi nawet zapłakać nad tym, co właśnie się wydarzyło. Widząc gdy jest krzywdzona przez innych, jej smutek i podły nastrój udziela nam się do tego stopnia, że często mamy ochotę zemścić się w jej imieniu. Wtedy pojawia się Aiden. Wcielając się w niego świat materialny przestaje nas ograniczać, a prześladowcom możemy dać nauczkę w sposób łagodny, bądź jeśli tli się w nas mroczny pierwiastek – posunąć się wręcz do ekstremalnych zachowań. Kontrolując tę istotę, wielokrotnie będziemy mieli szansę wejrzeć w głąb własnej duszy...


Lubie nieliniowo opowiadane historie, dlatego cieszy mnie, że w Beyond mamy do czynienia z tego typu układanką. W praktyce to rozwiązanie sprawdza się znakomicie. Różnorodność kolejnych scen z jednej strony budzi naszą ciekawość o ostateczny obraz całości, jaki się z nich wyklaruje. Jednocześnie podzielenie poszczególnych fragmentów na etapy trwające od kilkunastu do kilkudziesięciu minut, sprzyja brakowi odczuwanego znużenia. Skondensowana i przemyślana w najdrobniejszym detalu akcja dostarcza zarówno wrażeń, ale też pozwala czerpać maksimum z fabuły. Jest to zupełne przeciwieństwo rozlazłych wątków, opowiadanych w grach z otwartym światem. Aczkolwiek nie znaczy to, że istnieje tylko jedna ścieżka przewidziana przez twórców. Przeciwnie! W zasadzie każdy fragment gry można rozegrać inaczej. Co z kolei wpływa na dalsze sceny oraz zakończenie gry. Tych natomiast jest ponad 10, więc jest niemal pewne, że dwie grające osoby nie uświadczą od początku do końca, dokładnie takiej samej przygody.

Cechy z pogranicza generacji

Przyszła generacja mocno wykorzystywała będzie dodatkowe ekrany, w celu wzbogacenia rozgrywki o nowe elementy. Beyond jako tytuł stojący u progu, daje nam przedsmak, jak to w praktyce wygląda. Dzięki aplikacji dostępnej na Androida, zyskujemy możliwość sterowania grą z poziomu telefonu lub tabletu! Nawet jeśli sami nie będziemy grać za ich pomocą, to z pewnością ta opcja przyda się, gdy znajomi zechcą pobawić się z nami w trybie kooperacji.


Pozostając jeszcze przez moment przy pograniczu generacji. Beyond lśni pod względem graficznym. Jakości oglądanej na ekranie, często bliżej jest do tego co przyniosą next-geny, niż do dotychczasowych efektów. Niewątpliwie ma na to wpływ engine gry. W jednym z wywiadów David Cage wspomina, że posiada on wiele cech zaczerpniętych z silnika napędzającego Dark Sorcerer'a – kolejną grę Quantic Dream, która ukaże się na PlayStation 4. Wrażenia wizualne potęgują filmowe ujęcia kamer oraz rewelacyjne oświetlenie, które dla każdej sceny jest unikalne. Buduje to nastrój charakterystyczny dla produkcji Hollywoodzkich i sprawia, że miejscami świat gry i kina zlewają się ze sobą. Nie bez znaczenia są w tym przypadku rozpoznawalne twarze aktorów. Willem Dafoe oraz Ellen Page, jak na profesjonalistów przystało, odegrali swoje role wzorowo.

Syndrom ukończenia

Po ukończeniu gry, znowu dopadło mnie to uczucie, powodujące wrażenie podłamania samym faktem, że historia dobiegła już końca. Mam ochotę ponownie zagrać, bo nie chcę tak szybko rozstawać się z grą, wciąż czując jej niedosyt. Taki stan pojawia się tylko przy najlepszych produkcjach i jest on najlepszą rekomendacją dla wszystkich, którzy wahają się z zakupem Beyond: Two Souls.


0 komentarze:

Prześlij komentarz